PR dziekanatów uniwersyteckich

Ostatnie dwa tygodnie trochę się odłączyłam od projektów i Stowarzyszenia, bo wiadomo – podwójna sesja robi swoje.  W tym roku zakończyłam moją karierę na studiach dziennych. Czas podsumować wrażenia ogólne ze współpracy z dziekanatami.

Pani z dziekanatu – powierzchowność i ton głosu

Pani w dziekanacie stara się wyglądać dobrze. Jest obrotna i zaradna do czasu kiedy się od niej czegoś chce. Wtedy przybiera zupełnie inny wyraz twarzy.. i wtedy lepiej uciekać, bo i tak się nic nie załatwi, ew. można przyjąć minę bezbronnego misia i może po pięciominutowej tyradzie uzyska się pomoc. Kiedyś piętnaście minut przed zamknięciem dziekanatu usłyszałam; „ja już pochowałam pieczątki, proszę przyjść po weekendzie” Kto mnie zna ten wie, że wszędzie się spóźniam, więc 15 minut przed czasem mogłam uznać za sukces.  Inna Pani z dziekanatu przypomina mi dziewczynę od roznoszenia poczty z filmu „Czego pragną kobiety” – głos pt. „przepraszam, że żyję i proszę nie proś mnie o nic nie rozmawiaj ze mną..”

wyjątek: spotkałam jednak n studiach zaocznych babeczkę która nie dość, że wszystkich kojarzy to jeszcze powie: przyjdź Luiza po tym wykładzie to wszystko będzie gotowe, tym podpisem się nie martw przyniesiesz później” – zawsze uśmiechnięta i nawet przegryzanie kanapki przy biurku w jej przypadku nie wygląda źle. Można?

Skąd więc w większości opowieści tyle rozżalenia wobec Pań z dziekanatu? przyczyna leży niestety w nas. W akademiku mieszka dziewczyna, która pół roku temu zaczęła pracę w dziekanacie – próbowała być dobrą kumpelą dla wszystkich, niestety – wykorzystywano to skrzętnie do obchodzenia procedur i to ona miała potem nieprzyjeności, poza tym kilkakrotnie wtargnął ktoś na bezczelnego z postawą roszczeniową i uznała, że trzeba brać się w pancerz, bo będzie miała przechlapane. Teraz już skrzętnie pilnuje „godzin dla studenta” potem zamyka się w pokoju i czasem odbierze telefon. Ludzie ludziska – zachowujmy się więc

KOMUNIKACJA – dziekanat-student

jeśli chcesz wiedzieć, że coś się dzieje, coś bardzo dla Ciebie ważnego to najpewniej musisz przejść się do gablotki koło dziekanatu – jeśli nikt nie zerwie kartki to masz szczęście. Drugi sposób to zaglądanie na stronę internetową – najczęściej trafiają tam informacje później niż do gablotki, bo przecież zamieścić to musi informatyk..

a czemu by tak nie…

przez dwa lata byłam starościną na dziennych studiach. kilkakrotnie prosiłam panie w sekretariacie czy w dziekanacie, aby przesłały mi informację jak tylko dzieje się coś ważnego – zwłaszcza w czasie sesji. Mam bazę aktualnych adresów e-mail do całego mojego roku – mogę się z nimi skontaktować także smsowo – świetnie nam się zawsze sprawdzały łańcuszki szczęścia pt. godziny dziekańskie od 13 – przekaż dalej. (oj tak, oczekiwanie na godziny dziekańskie to też katorga – dowiadywaliśmy się z rana w ten sam dzień a tak to żyliśmy tylko nadzieją) Dlaczego nie wykorzystuje się starostów? Idealnym modelem byłby po prostu newsletter do studentów z podziałem na rok studiów, ale tu już być może zbyt wiele wymagam.

nigdy nie dostałam żadnej informacji, aby przekazać na moim roku. za to wiele razy dzwoniłam i zawracałam Paniom głowę „czy już coś wiadomo? nie? no dobrze, zadzwonię jutro” one traciły czas i ja. i gdzie tu logika?

Tak powstają plotki

brak jednego, wiarygodnego źródła informacji powoduje szum komunikacyjny – truizm? niby tak, ale nie pomaga częste tego powtarzanie. Załóżmy, że pięć osób z mojego roku było w tej samej sprawie w dziekanacie. Mogę być niemal pewną, że będą trzy diametralnie różne wersje w rezultacie po piątym telefonie od studentów dzwonię i pytam w dziekanacie jak jest naprawdę. O ile ktoś odbierze.

Szok – model idealny

Jeden jedyny raz spotkałam mój ideał – pozazdrościłam bardzo studentom z uzupełniających, kiedy weszłam przez przypadek z nie swoją sprawą, a Pani mi pomogła i jeszcze uwaga – podarowała mi ulotkę na temat tego co i jak załatwić na Uni wskazując stronę i zarzekając się, że pomoże w każdej kwestii. Mam nadzieję, że trzyma się w tej pozie, bo upiekła dwie pieczenie na jednym ogniu – poczułam się dobrze i raczej nieprędko wrócę, bo dostałam więcej info niż chciałam i może na przyszłość ulotka się przyda. Acz preferuję przewodniki elektroniczne.

Błędne koło

Podejrzewam, że bycie nieuprzejmym i zamkniętym jest strategią obronną – im bardziej nieprzyjemna będzie wizyta w dziekanacie tym rzadziej będziemy tam zaglądać – mniej pracy. Ale z kolei dla mnie to też żadna frajda więc im większą szansę będę miała na zdobycie informacji np. przez newsletter tym rzadziej tam pójdę.

Apeluję więc – zacznijmy używać tych kanałów komunikacyjnych, które mamy, a wszyscy będziemy szczęśliwsi.

Upraszczam być może, ale warto spróbować. Inaczej na zawsze Pani z Dziekanatu kojarzyć się będzie tak, jak w nonsensopedii

Reklamy

Komentarzy 7

  1. O kurczę, ale wyszło długie – przepraszam najmocniej

  2. Fajnie się czyta, a dopiero wczoraj myślałam o pani z dziekanatu, która zaświadczenie o średniej nie chciała wystawić od ręki w poniedziałek, kazała odebrać je w piątek, no i zgadnij jaka była na nim data? poniedziałkowa… :D

    • bo po co powiedzieć – proszę przyjść za godzinę, w tym momencie naprawdę nie mogę tego zrobić – lepiej zmusić Cię do dłuższej wizyty w stolicy Dolnego Śląska ;)

  3. A ja się pochwalę, że na licencjacie miałem świetny dziekanat. Nie dość, że w tym samym budynku, to Pani Agata (którą w tym miejscu serrrrdecznie pozdrawiam) potrafiła w każdej sprawie do mnie zadzwonić. Powiem więcej – nie raz zdarzało się tak, że szukała mnie na uczelni i przekazywała wiadomość osobiście.

    Ale to troszkę inna bajka bo u nas na roku było 30 osób. Tym niemniej mile wspominam czasy licencjatu. Szkoda, że o Paniach z wrocławskiego dziekanatu nie mogę powiedzieć tego samego. Mógłbym nawet powiedzieć coś zupełnie innego, szczególnie jeśli chodzi o Panie z działu socjalnego…

    Ale jednak się powstrzymam…

  4. Na wrocławski dziekanat narzekać nie mogę. Może dlatego, że nie trafiałam doń często, a może trafiałam na dobre dni:)

    Odmiennie sytuacja kształtowała się natomiast na licencjacie. Po ukończeniu studiów odebrałam dyplom. Pech chciał, że były na nim błędy, więc musiałam wrócić do dziekanatu. Mówię Pani jak sprawa wygląda, wyraźnie zirytowało ją słowo „błędy” :) Pani pyta: „A Pani to z dziennych, czy zaocznych, bo tu jest dziekanat dziennych”. „Z dziennych”:) „A to proszę przejść do dziekanatu zaocznych, bo oni się tym zajmują”.

    No to poszłam do zaocznych. Tam się dowiedziałam, że to załatwia się w pokoju, gdzie siedzi pani od rekrutacji. „Że co?!” No ale coż, spróbowałam w rekrutacji. Tam mi powiedzieli, że do opiekuna roku. I jak on powiem coś tam coś tam, to z tym do dziekanatu. Dziennych ma się rozumieć. Opiekun roku jak to usłyszał, to był w takim szoku, że od razu pobiegł do dziekanatu. Dziennych. A że ważną osobistością był, na Panie trochę nakrzyczał, to i się go przestraszyły.

    I co? Zajęły się wymianą dyplomu. P-A-R-A-N-O-J-A :P

    • a propos pomyłek na dyplomie – na Dziennikarskiej w pewnej niepaństwowej szkole we Wro w osmiu nazwach przedmiotu napis brzmiał: public relation

      sss…. i denerwuj sie na laików ;)

  5. Ło, a jeszcze lepszy numer odstawiły, jak już pół roku studiowałam we wro. Pod koniec marca dostałam list polecony, że sesja zimowa na UAM się już dawno skończyła, a ja jeszcze nie oddałam dyplomu do dziekanatu! hahah i jak go nie dostarczę w trybie natychmiastowym, to mnie skreślą z listy studentów :P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: