Rusz głową! Zagraj w KWIKa!

‘’Ale to już było i nie wróci więcej…’’ słowa piosenki Maryli Rodowicz świetnie pasują do grupy improwizacyjnej KWIK.   Dlaczego? Nie ma mowy o monotonii. Każdy występ jest inny. Oparty o nowe, niepowtarzalne sugestie publiczności. Z nich powstają scenki, które już niejednego doprowadziły do KWIKania ze śmiechu. A stare pomysły przechodzą do historii. Na scenie nie emitujemy powtórek. Te dostępne są na kanale YouTube. A kto oferuje nam taką formę rozrywki? Już mówię. Twórcy dwóch wrocławskich kabaretów – Nic Nie Szkodzi i OTOoni. Do tej pory jedyni improwizatorzy we Wrocławiu!

W imieniu wszystkich KWIKowców ważną informację przekazuje Liti:

Droga publiczności! Ogłaszamy konkurs na sugestie! Każdy widz, który poda miejsce akcji, postać lub cechę charakteru, która nie pojawiła się dotychczas na występach KWIKa zostanie wyróżniony! W jaki sposób? Niech to będzie niespodzianką, tak jak niespodziankami, są dla nas coraz to nowe i bardziej wymyślne sugestie! Do zobaczenia! A więc szanowna  publiczności- myślmy kreatywnie. Zaskoczmy dziwacznymi sugestiami, na które w życiu by nie wpadli. Niech to będzie naprawdę coś!

KWIK już w czwartek 19 listopada 2009r. o 20:00.

W klubie Ośrodek w budynku Teatru Muzycznego Capitol, przy ul. Piłsudskiego 67.

Bilety do nabycia w Ośrodku: 8zł – przedsprzedaż, 10 zł – w dniu występu.

KWIKomaniacy łączcie się na forum grupy,  wymieniajcie się opiniami, sugestiami, wrażeniami po występach :) To miejsce stworzone z myślą o Was.  Bo przecież wspólnie tworzymy Kameralną Wielką Improwizację Kabaretową! To publiczność napędza machinę :)  Więc do roboty i…

…Niech KWIK będzie z Wami !!!

Reklamy

O „Imperium Google” słów kilka

GoogleLogoOnWall
Obiecałem ostatnio na Blipie, że jak tylko skończę czytać „Imperium Google” Larsa Reppesgaarda, napiszę recenzję na blogu. Skoro już się publicznie zobowiązałem, to chyba nie mam większego wyboru. Niestety, choć lektura jest niezwykle ciekawa, dotarłem zaledwie do połowy (ostatnio praca wypełnia nawet mój czas wolny). Doszło już do tego, że czytam w tramwaju w drodze do i z pracy. Tak czy inaczej, napiszę. Tym bardziej, że nie znalazłem jeszcze w Sieci żadnej recenzji tej książki.

Lars Reppesgaard jest niezależnym dziennikarzem i w jego książce to widać. Pisze przystępnym językiem, co sprawia, że lektura jest bardzo przyjemna. Stara się zachować obiektywizm, choć nie da się ukryć, że nie należy do zagorzałych wrogów korporacji. Gościł w trzech siedzibach firmy, w Hamburgu, Zurychu i Googlepleksie (głównej siedzibie w Mountain View, w Kaliforni). Jego książka jest właściwie zbiorem informacji, które zdobył o Google podczas tych wizyt oraz z bliżej nie znanych mi źródeł. No właśnie, do tego się przyczepię. Choć książka nie jest tekstem naukowym, a raczej publicystycznym, to brakuje mi w niej przypisów. Chętnie poszerzył bym swoją wiedzę na wiele poruszanych przez autora tematów, ale niestety nie nie daje on wskazówek gdzie tej wiedzy szukać. No cóż, pozostaje wyszukiwarka…

Skoro już o tym mowa. Wyszukiwarka jest pierwszym i najlepiej znanym produktem firmy Larry’ego Page’a i Siergieja Brina. Właściwie myśląc „wyszukiwarka” mamy przed oczami Google Search Engine i jest dla nas oczywiste, że to właśnie tam poszukujemy informacji. To jednak nie Kalifornijczycy stworzyli pierwszą wyszukiwarkę. Co więcej, zazwyczaj programy Google nie są w Sieci czymś nowym.

Wiele osób widzi w Google’u przedsiębiorstwo, które wypróbowuje wszystko jako pierwsze, a wcale tak nie jest. Google stanowi raczej przykład firmy, która pierwszorzędnie wywiązuje się z roli tej „drugiej” […] dzięki lepiej działającym usługom to Google’owi udaje się prześcignąć konkurentów i konsekwentnie unikać błędów, które popełnili niektórzy pionierzy.

To chyba jedna z najważniejszych cech, dzięki której firma odniosła taki sukces. Google uczy się na błędach swoich poprzedników. Raczej wprowadza ulepszenia niż tworzy innowacyjne programy (chociaż komu jak komu, ale akurat pracownikom Google kreatywności nie można odmówić). Odkąd Kalifornijczycy zaczęli zarabiać na reklamie i giełdzie, często inwestują swoje pieniądze w projekty małych firm, które uważają za warte rozwinięcia. Wykupują tzw. startupy i sprawiają, że stają się one popularne na całym świecie.

Autor „Imperium” przedstawia czytelnikowi ciekawostki z historii korporacji, bez której trudno dzisiaj sobie wyobrazić funkcjonowanie Sieci. Od genezy nazwy, przez opis wyjątkowego, jak na tak dużą firmę, systemu pracy, do szczegółów działania poszczególnych produktów. Pisze o tym jak firma dba o środowisko naturalne, troszczy się o swoich pracowników i stara się wypełnić swoją misję, którą jest „uporządkowanie światowych zasobów informacji, aby stały się powszechnie dostępne i użyteczne”.

Żeby jednak nie było zbyt kolorowo, Reppesgaard pokazuje też momenty, w których Google zbytnio się nie popisał, a nawet zawiódł wielu użytkowników. Takim potknięciem, jeśli nie upadkiem, jest sprawa ocenzurowanej wersji chińskiej wyszukiwarki. Motto Google brzmi: „Nie czyń zła”, a jego szefowie zawsze podkreślali, że firma nie jest zwykłym przedsiębiorstwem. Dotąd wszyscy byli pewni, że Google „stoi po tej dobrej stronie”. Tymczasem podejmując decyzję o wprowadzeniu „okrojonej” wersji wyszukiwarki, Kalifornijczycy sprawili, że wielu zaczęło się zastanawiać, czy to rzeczywiście prawda.

Książka jest naprawdę ciekawa i godna polecenia. Napisana lekko, ciekawie i przystępnie, każdemu sprawi intelektualną frajdę. Jak już się pewnie zorientowaliście po moim poprzednim poście o Google Wave, jestem wielkim fanem większości projektów realizowanych przez Googlersów. Ich programy zawsze są darmowe, łatwe w obsłudze i estetyczne jeśli chodzi o interfejs. Za to je cenię i nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych, wedle których Google zbiera nasze dane, żeby wykorzystać je do swoich niecnych celów i zapanować nad światem. Muszę jednak przyznać, że niektóre posunięcia korporacji też mi się nie podobają i trochę się boję, kiedy pomyślę co by było, gdyby informacje przechowywane w bazach Googlersów, trafiły w nieodpowiednie ręce.

Niemniej myślę, że każdy z was chciałby kiedyś pracować w takich warunkach jakie oferuje Googlepleks. Zobaczcie sami :)

KWIK po raz kolejny w Ośrodku

kwik logoGrupa improwizująca KWIK już po raz drugi wystąpi we wrocławskim Klubie Ośrodek. Na pierwszym spotkaniu zgromadził się potężny tłum widzów. Publiczność zajmowała dosłownie każdy skrawek wolnej przestrzeni. Choć grupy improwizujące są w Polsce nowością, wszystko wskazuje na to, że mogą okazać się wielkim hitem. Co jest magnesem przyciągającym ludzi na na tego rodzaju przedstawienia?

Artur Zuba, jeden z członków grupy KWIK, zdradza klucz do popularności tej formy rozrywki:

– Z kabaretem jest tak, że każdy skecz musi być dokładnie wyreżyserowany – tam prawie nie ma miejsca na najdrobniejsze potknięcia. Natomiast w improwizacji wszystko tworzymy na miejscu i tylko intuicja podpowiada nam co może się okazać śmieszne. Wpadki w tym przypadku są nieodzownym elementem przedstawienia Dobry improwizator daje publiczności siebie. Tu najbardziej liczy się jego charyzma i przebojowość.

Występy grupy KWIK to rodzaj nieprzewidywalnej zabawy tworzonej na żywo z widzami. To potężna dawka humoru sytuacyjnego, zabawnych skojarzeń i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Nikt nie wie co może się wydarzyć w trakcie wieczoru. Podczas pierwszego występu do zabawy z KWIK-iem przyłączył się Zgas – Dwukrotny Mistrz Polski w Beatboxie. Jakie niespodzianki czekają na nas tym razem? Tego nie wiedzą nawet najstarsi górale. Ja sam mogę jednak zdradzić, że będzie się działo…

W najbliższy piątek (19.06) zapraszam serdecznie do Klubu Ośrodek przy Teatrze Muzycznym Capitol. Początek o godz. 19.00. Bilety w cenie 5zł do nabycia przed występem. Nieobowiązkowa rejestracja na GL