Rebranding: kilka przykładów tego, co było i tego, co będzie

Każda firma żeby istnieć musi się zmieniać. Czasami by odświeżyć pamięć konsumentów wystarczy nowe logo. Poważniejszym przedsięwzięciem, wiążącym się z większymi kosztami, jest całkowita zmiana nazwy firmy czy produktu.

Nie każdy konsument zdaje sobie sprawę z tego, że jedna z najpopularniejszych wód mineralnych na polskim rynku, Kropla Beskidu, należąca do Coca-Coli, to dawna Bonaqua. Po tym jak w 1999 roku odkryto pleśń w szklanych butelkach, wizerunek Bonaqua znacznie się pogorszył. Na niekorzyść produktu działała też konkurencja, która podkreślała polskość swych wód. Obco brzmiąca Bonaqua nie mogła rywalizować pod tym względem. Droga kampania reklamowa ze śpiewającą Anną Marią Jopek nie ocaliła podupadającej marki. Ostatecznie Bonaqua zniknęła z polskich sklepów w 2006 roku, a Coca-Cola wykupiła zakład w Beskidach i zaczęła produkować nową polską Kroplę Beskidu.

W 1958 roku w Korei powstała firma Goldstar. W kolejnych latach rozpoczęła masową produkcję pierwszych koreańskich pralek, lodówek czy odbiorników radiowych i telewizyjnych. W Polsce „koreańskie” stało się synonimem niskiej jakości, wadliwości i tandety, dlatego firma nie cieszyła się dobrym wizerunkiem. Dziś Goldstar to historia, chociaż każdy z nas zna dobrze tą firmę, która od 1995 roku nosi nazwę LG Electronics. Zmieniając nazwę, firma zerwała ze starym wizerunkiem i dziś wymieniana jest wśród czołowych producentów elektroniki użytkowej.

Commercial Union, które w 2008 roku powiadomiło, że w ciągu dwóch lat zamierza wprowadzić markę swojego właściciela, czyli grupy Aviva, zainwestowało wiele pieniędzy w kampanię informacyjną, by nie stracić klientów. CU był jednym z bardziej rozpoznawanych brandów na rynku ubezpieczeniowym w Polsce, więc zmiana nazwy niosła spore ryzyko. Była jednak nieunikniona, gdyż planowano ujednolicenie marki Aviva na całym świecie. Jednak dzięki intensywnej kampanii reklamowej cała Polska nauczyła się, że Commercial Union będzie Avivą. Stopniowe zmienianie nazwy i loga od Commercial Union Grupa Aviva, poprzez Aviva Commercial Union, aż po Avivę poskutkowało, gdyż wszyscy zdążyli się przyzwyczaić do nowej nazwy.

Zerwać z dotychczasowym wizerunkiem postanowił ostatnio Polski Związek Piłki Nożnej. Krytykowany przez lata za korupcję i niejasną politykę finansową PZPN, postanowił zacząć od zmian wizualnych i całkowicie zmodyfikować stary logotyp. Nowe, nieznane jeszcze logo, ma zapewnić lepszą rozpoznawalność i być bardziej atrakcyjne niż dotychczasowe. Mówi się także o pomyśle zmiany nazwy znienawidzonego przez kibiców Związku. Wśród wymienianych propozycji pojawia się PFF czyli Polska Federacja Futbolu lub PFP czyli Polska Federacja Piłkarska. Na obecnym logo PZPN widnieje orzełek, który jako dobro narodowe nie może zostać zastrzeżonym znakiem komercyjnym, dlatego oczekiwać możemy logotypu, w którym zabraknie tego symbolu lub będzie on mniej widoczny. Zmiana identyfikacji wizualnej PZPN jest zaplanowana na lata 2011-2012.

Z okazji swoich czterdziestych urodzin, sieć kawiarni Starbucks postanowiła nieco zmodyfikować dotychczasowy logotyp. Nowy będzie nieco uproszczony – zniknie z niego nazwa firmy, a pozostanie charakterystyczna syrena na zielonym tle. Uproszczone, nowe logo ma być wprowadzane stopniowo. Zmiany w Starbucks są podyktowane zamiarem rozszerzenia oferty i debiutu na rynku spożywczym, a używana w dotychczasowym logo nazwa „Starbucks Coffee” ograniczała produktową ekspansję firmy.

Na podobny zabieg co Starbucks zdecydowały się ostatnio czeskie zakłady motoryzacyjne Skoda Auto. Z logotypu zniknie nazwa, zmieni się również kolorystyka, pozostanie jedynie strzała jako symbol szybkości, wolności i postępu.

Czasami zmiana czegoś, co jest dobre może nie spodobać się konsumentom. W przypadku amerykańskiego producenta odzieży GAP, nowe, rzekomo bardziej nowoczesne logo okazało się być totalną klapą. Na szczęście firma nie zignorowała krytyki internautów i szybko powróciła do starego, dobrze rozpoznawalnego logotypu.

Rebranding to szansa na zmianę lub odświeżenie wizerunku, jednak nie każdej firmie jest potrzebny. Jego przeprowadzenie musi być uzasadnione, w przeciwnym razie nie przyniesie efektów, a na pewno pochłonie sporo pieniędzy.

Reklamy

Stare maleńkie w sesji Vogue’a

 

Sesja Vogue’a

Dzisiaj krótko o sesji zdjęciowej wykonanej przez Sarifa Hamza, która ukazała się w świątecznym numerze francuskiego Vogue’a.

Sesja zdjęciowa natychmiast wywołała skandal, dlaczego? Na zdjęciach możemy zobaczyć 6-letnie dziewczynki przebrane za dorosłe kobiety, które pozują w kreacjach dla dorosłych. Ich buzie są pokryte mocnym, ciężkim makijażem.  Dzieci-modelki to Lea, Thylane i Prune. Na zdjęciach Sarifa Hamza możemy zobaczyć dziewczynki pozujące pod choinką jako prezenty… lub leżące na podłodze, na tygrysich skórach.

Sesja Vogue'a

W wieku poprawności politycznej i walki o <gender-neutral> język, tego typu sesja nie jest wyrazem progresywizmu i nowoczesności, lecz powrotem do  konkursów „Małych miss”, które w USA są napędzane głównie przez rodziców, próbujących  zrekompensować własne niepowodzenia zmuszaniem  swoich córek do udziału w tego typu imprezach. Nie są to zazwyczaj wykształceni  liberałowie ze Wschodniego Wybrzeża, lecz mocno konserwatywne rodziny, dla których kobieta „powinna znać swoje miejsce” – co często sprowadza się do jej uprzedmiotowienia.

Vogue promuje to samo – tylko w ładniejszym opakowaniu. Seksualizacja 6-letnich dziewczynek na tych zdjęciach to tylko popieranie przedmiotowego traktowania kobiety i szufladkowania ich jako przeznaczonych do konkretnej roli – seksbomby.

Wypacza to także stosunek małych dziewczynek do ich ciała – co później przekłada się na kultywowanie nieosiągalnego  ideału piękności (w rzeczywistości – potraktowanej Photoshopem), będącego przyczyną wielu problemów społecznych wśród dziewcząt – z nałogami czy zaburzeniami odżywiania włączanie.

Małe Miss… a może raczej stare maleńkie?

źródło: wykop.pl

Jakie jest Wasze zdanie? W jakim wieku dziewczyny powinny rozpoczynać pracę w modelingu? Czy matki – kobiety powinny zgadzać się na tego typu sesje? Czy jednak małe dziewczynki powinny brać udział w sesjach dziecięcych, np. reklamujących zabawki, ubranka dziecięce czy pokarm dla maluchów?

Nie ma cwaniaka na warszawiaka

Od wczoraj robi furorę w internecie. Mało kto jeszcze o nich nie słyszał. Na swoich fan page’ach opublikowali go Gadzinowski, Mediafun, Wrocław, Wrocław z Wyboru. Prawie każdy, kto widział teledysk wspomniał o nim w rozmowie ze znajomymi. O czym mowa? Projekt Warszawiak wystartował z pierwszym nagraniem i od razu klipem video – Nie ma cwaniaka na warszawiaka.

Po co powstał Projekt Warszawiak?

Celem projektu jest ukazanie Warszawy za pomocą starych, niekiedy zapomnianych warszawskich utworów, melodii. Jak na swojej stronie piszą autorzy – Warszawa. Miasto ze złamanym kręgosłupem, zniszczoną tradycją i brzydkim, nieuprzejmym dziś charakterem, zasługuje na szacunek. Niewiele autentycznych śladów przeszłości tu zostało, tym bardziej warto ich poszukać i podzielić się z innymi – i tak też robią.

W projekt zaangażowali się…

Łukasz Garlicki – aktor, absolwent warszawskiej Akademii Teatralnej. Współtwórca kilku offowych projektów muzycznych, Jacek Jędrasik – copywriter, autor tekstów, muzyki do przedstawień teatralnych. Współtwórca kliku offowych projektów muzycznych, Marek Kępa – utalentowany gitarzysta młodego pokolenia, Szymon Orfin – reżyser dźwięku, kompozytor, bębniarz.

Nie ma cwaniaka na warszawiaka…

Dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą tłumaczę – Nie ma cwaniaka na warszawiaka – to stary utwór napisany przez Stanisława Grzesiuka (wersja oryginalna zamieszczona do odsłuchu na końcu wpisu).

Wersja utworu w wykonaniu Projektu Warszawiak w moim odczuciu jest świetna. Twórcy w różnoraki sposób przedstawiają dzisiejszą Warszawę. Przez teledysk przewijają się różne postaci: kelner z Przekąsek Zakąsek, student jedzący obiad w barze mlecznym, taksówkarze, sprzedawca kebabu, sponsor z galeriankami, robotnik, bokser, imprezowicz, drag queen w roli warszawskiej syrenki, człowiek przebrany za kufel, rozdający ulotki. We wszystkie postaci wciela się Łukasz Garlicki. Dzięki ciekawym samplom i połączeniu elektronicznego bitu z różnymi instrumentami uzyskano nowoczesną wersję starego przeboju.

Nie ma cwaniaka na warszawiaka – podane w formie nowoczesnej przez Projekt Warszawiak:


 

Dla porównania wersja oryginalna, w wykonaniu Stanisława Grzesiuka :

Przyjemnego słuchania :)

Sportowe Mikołajki w Hali Orbita

Jedenastego grudnia w Hali Orbita, przed meczem siatkarek Impelu Gwardii Wrocław z Organiką Budowlanymi Łódź odbyły się Sportowe Mikołajki. Najwięcej powodów do radości z okazji inauguracji siatkarskiego sezonu w stolicy Dolnego Śląska mieli najmłodsi sympatycy tej dyscypliny sportu.

Siatkarki i klub Impel Gwardia Wrocław tradycyjnie już przygotowali dla swoich fanów Sportowe Mikołajki, czyli dobrą zabawę, liczne konkursy oraz atrakcyjne nagrody dla najmłodszej części publiczności.. Dzieci i młodzież do lat osiemnastu otrzymały przywilej bezpłatnego wstępu na zawody. Oprócz Świętego Mikołaja rozdającego prezenty, dzieci zabawiał również „Komisarz Lew”, oficjalna maskotka Dolnośląskiej Policji. Dzięki temu rodzice mogli być spokojni o bezpieczeństwo swoich pociech. Świetnie wypadł również występ dziecięcej grupy tanecznej w strojach Mikołajów. Do wysokiego poziomu organizacyjnego dostosowały się także klubowe cheerleaderki.

Działacze Gwardii nie zapomnieli też o nieco starszych kibicach. Dla nich wcześniej były organizowane konkursy, w których oprócz pojedynczych biletów na sobotni mecz, można było wygrać np. darmowe wejściówki na wszystkie mecze siatkarek w sezonie 2010/2011. W pytaniach konkursowych należało popisać się wiedzą o klubie i zawodniczkach wrocławskiej drużyny.

Takie działania PR-owskie mają spowodować, żeby zawsze na meczach Gwardii Wrocław gościł komplet publiczności, tak jak to miało miejsce w pierwszym meczu sezonu 2010/2011. W poprzednich latach problemy z wysoką frekwencją na trybunach były sporym problemem działaczy Impelu Gwardii.

Wrocławscy STRATEDZY wystartowali!

źródło:mca.edu.pl

Pierwsze spotkanie Klubu Strategów Marketingu we Wrocławiu w końcu doszło do skutku! 29 października Instytut Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej we Wrocławiu stał się „strategicznym” miejscem pierwszego zjazdu „marketerów”.

Grono entuzjastów marketingu, reklamy, public relations i szeroko pojętej komunikacji rozpoczęli cykl spotkań Klubu Strategów Marketingu. Podczas pierwszego zjazdu – choć małe, to pełne pomysłów, doświadczenia i zapału do pracy – grono miłośników komunikacji debatowało nad strategią najbliższych spotkań. Na pierwszy „rzut” poszły tematy, jakie mają zostać poddane pod dyskusję podczas cyklu spotkań. Pomysłów było, co nie miara… Oto kilka z nich:

1.    Marketing lojalnościowy.
2.    Marketing relacji z klientami w sieci.
3.    CSR – mity i prawdy.
4.    Trendsetterzy, jak ich wykorzystać w komunikacji?
5.     Lifestyle a etyka marketingowa.
6.    Marketing trudnych produktów.
7.    Ambient w mediach.
8.    Doda – fenomen.
9.    Marki własne.
10.    Blogi w marketingu. Jak je wykorzystać?
11.    Kampanie wizerunkowe.

Druga część spotkania przebiegła pod hasłem programów lojalnościowych. Uczestnicy zastanawiali się jakie programy lojalnościowe i czy w ogóle mają sens. Czy obdarowywanie konsumentów rabatami jest dobre? A może oferowanie programów punktowych to przepis na sukces komunikacji? Marketerzy po długich i burzliwych dyskusjach doszli do wniosku, że rabaty i programy punktowe w cale nie muszą zdać rezultatów – choć wielu może się tak wydawać. Najważniejsze przy budowaniu marki i tworzeniu strategii komunikacji są EMOCJE. Jak twierdzi Maciej Tesławski, pomysłodawca spotkań Klubu Strategów Marketingu „O lojalności do marki decydują emocje (…) Nie znam produktów, które konsument kupowałby racjonalnie”. Krótko mówiąc, markę budujemy na emocjach, na ciągłym obcowaniu z nią (member get member), a nie dawaniu punktów za free. Przemyślana strategia, to klucz do sukcesu.

Najbliższe spotkanie już niebawem. O dokładnym terminie Was poinformujemy.

Klub Strategów Marketingu powstał w listopadzie 2009 roku. Od tamtej pory, w jego ramach prowadzone są otwarte spotkania dyskusyjne. Zjazdy odbywają się w wybranych miastach Polski. W spotkaniach tematycznych biorą udział ludzie, dla których marketing, komunikacja i budowanie relacji ze środowiskiem to pasja. Udziału w spotkaniach jest bezpłatny.

 

Autorka tekstu: Marta Dec

PR w Urzędzie Pracy, czyli pierwsze próby ocieplania wizerunku

Każdy młody obywatel naszego kraju, zarówno po studiach, jak i w ich trakcie, prędzej czy później stanie przed wyzwaniem, jakim jest znalezienie pracy. Ostatnim miejscem, pomocnym w znalezieniu zatrudnienia, jakim większości młodych ludzi przyszło by do głowy, jest Urząd Pracy. Pracownicy działów marketingu  UP podejmują pierwsze kroki, by chodź trochę zmienić negatywny wizerunek tej instytucji.

W gmachu warszawskiego organu przy ul. Grochowskiej stanęła specjalna kabina, przypominająca wyglądem bankomat, w której każdy zainteresowany może zaprezentować się przed kamerą. Urządzenie obsługuje się za pomocą dotykowego menu, gdzie spełniając kolejne, wyświetlające się na monitorze polecenia, możemy nagrać swoje trzyminutowe CV. To innowacyjne rozwiązanie ma zwiększyć szansę na skuteczne znalezienie pracy i skierowane jest przede wszystkim do młodszej generacji petentów. Pomysł trafił do Polski z Hiszpanii, gdzie wśród miejscowych bezrobotnych stał się hitem. Warszawa jest kolejnym polskim miastem korzystającym z takiego rozwiązania. Pierwszy taki automat udostępnił poszukującym pracodawcy Gdańsk.

Z proponowanej usługi może skorzystać każdy, nie tylko aktualnie bezrobotny. Oferta jest kierowana także do osób, które noszą się z zamiarem zmiany pracy i do studentów. Najlepszy efekt osiągną oczywiście ci, którzy potrafią się umiejętnie zaprezentować. Dlatego w warszawskim UP można skorzystać  z bezpłatnej pomocy doradców zawodowych, którzy pomogą przygotować się do autoprezentacji. Następnie materiał filmowy trafi na specjalny serwis internetowy, a potencjalnemu pracodawcy wysłany zostanie link do konta osoby, która zdecydowała się zamieścić swoje Video CV.

Jest to z pewnością pozytywna próba zmiany wizerunku miejsca, które przytłaczającej części społeczeństwa kojarzy się z bezdusznością i biurokracją, wyjętą wprost z poprzedniej epoki ustrojowej. Niestety w Polsce to rozwiązanie dopiero raczkuje i dostępne jest tylko w nielicznych Urzędach Pracy, podczas gdy na zachodnim rynku rekrutacyjnym stało się normą.

AfryKamera we Wrocławiu

Od 7 do 10 października we wrocławskim kinie „Lalka” śledzić można będzie  przegląd kina afrykańskiego. Wtedy rozpoczyna się AfryKamera – V Międzynarodowy Festiwal Kina Afrykańskiego.

Po okresie oderwania afrykańskiego filmu od społeczeństwa nastąpiła era kina, które opowiada historie bliskie zwykłym ludziom i wrażliwe na kwestie społeczne. Co ciekawe, ten powrót do korzeni wydaje się służyć kinu z Afryki – stało się ono przystępniejsze, atrakcyjniejsze, bardziej osobiste oraz mniej skrępowane. I właśnie taką kinematografię chcemy w tym roku zaprezentować polskiej publiczności. Nowe filmy afrykańskie charakteryzują się, w pewnej mierze, powrotem do tradycji, mianowicie do czasów Ousmane Sembene i jego kina społecznego. Z drugiej strony przemożny jest wpływ nigeryjskiego modelu finansowania filmów. Debiutującym twórcom udało się połączyć przekaz społeczny z atrakcyjną formą. Reżyserzy już nie tworzą zgodnie z oczekiwaniami i standardami zachodnich krytyków tylko kreują swój własny niepowtarzalny język filmowy. Przekłada się to na świeżość i niepowtarzalność najnowszych afrykańskich produkcji.

„Ku naszemu zaskoczeniu okazało się, że większość wybranych filmów została nakręcona przez debiutantów. Ponad połowa z nich to kobiety. Można więc powiedzieć, że w tym roku przedstawiamy nowe afrykańskie kino kobiece” – powiedział Przemek Stępień – Dyrektor Artystyczny Festiwalu.

Filmem otwierającym V AfryKamerę będzie „Utracone piękno” w reżyserii Lahcen Zinoun (Maroko).